
|
Musisz marzyć by żyć!!!
Slogan, który zamieściłem w tytule przykuł dziś moją uwagę na kilka głębszych tchnień. Taka oczywistość... Muszę marzyć by żyć. Wierzyć, że niespełnione się spełni. Tylko co jeśli niespełnia się notorycznie? Czy to oznacza, że nie działam zbyt intensywnie? A może wręcz przeciwnie i za bardzo próbuję wpływać na losy mojego małego wszechświata? Jak bym na to nie spojrzał i tak źle i tak nie dobrze... stos niespełnionych marzeń wciąż rośnie i rośnie...
Ostatnio zdobyłem swój własny Everest. Po wielu próbach i niepowodzeniach wdrapałem się na niego z takim impetem, że prawie zapomniałem jakie to dla mnie było ważne. Przez tyle dni marzyłem o tej chwili, że o mały włos nie zagubiłbym się we własnych pragnieniach. Zamiast smakować i raczyć się zdobywaniem ja zwyciężyłem przez knock-out i zrównałem przeciwnika z ziemią, jednocześnie grzebiąc swoje marzenie. Na szczęście Ktoś jeszcze czuwa nade mną i nie pozwolił poddać się amokowi. Ten Ktoś odrodził moje myśli i pozwolił na podanie dłoni zwyciężonemu, lecz bohaterskiemu przeciwnikowi. Cieszyłem się i ja i on... Razem upajaliśmy się odbytą walką. "Ceniliśmy się jako wrogów a od dziś cenimy się jako przyjaciele i z naszej przyjaźni czerpiemy siłę do dalszych zmagań, czerpiemy siłę aby dalej móc marzyć".
Teraz muszę... muszę żyć i żyję by marzyć.
P.S. Teraz marzę o czymś większym, a smakując swoje spełnianie wiem, że mi się uda.
|